Bartosz Kurek, potocznie zwany Siurakiem (przepraszam, ale nie mogłam się opanować ;D) - siatkarz, który na przestrzeni kilku miesięcy zyskał najwięcej w moich oczach. Jeszcze gdy grał w Kędzierzynie zraził mnie do siebie tym, że co rusz wydzierał się na Łukasza Żygadłę, choć to właśnie Bartek najczęściej zawalał akcje, pomimo tego on chciał zwalić wszystko na Łukasza. A, że ja nie cierpię takiego czegoś, gdy zwala się winę na kogoś, choć ewidentnie wiadomo, że to on schrzanił 'pajpa'.
Oj tak, jestem pamiętliwa...
Gdy przechodził do Skry, to chciałam obwieścić żałobę narodową, wtedy wydawało mi się, że ten transfer będzie chybiony i Piechocki razem z Castellanim będą żałować tego. że ściągnęli Kurka do Skry.
Przełom nastał tuż przed końcem ligii w zeszłym roku. Jakoś tak zaczęłam na Bartka patrzeć przychylniejszym wzrokiem... Zaczęłam zauważać, że przechodzi metamorfozę w tym pozytywnym słowa znaczeniu.
Z szałaputa, który drze się na wszystkich na boisku, staje się pokornym i ułorzonym siatkarzem, z którym powoli zaczynają się liczyć rywale... Powoli, ale jednak...
Dużo dały też Filmiki autorstwa Krzyśka Ignaczaka - "Igłą Szyte". Który face przyznałby się bez bicia, że jego największą bolączką jest latanie ("O nieee! O nieee!" - pamięta ktoś? ;)). Wiem, że przez pryzmat Tv nie można poznać jakiegokolwiek człowieka, ale widać, że Bartek jest pozytywnym człowiekiem. I niech ludzie mówią, że gwiazdorzy, ja żadnego gwiazdorstwa z jego strony nie dostrzegłam.
Ta jego skromność jest powalająca. No, ale to chyba podstawowa cecha naszych siatkarzy, bo chyba każdy jest taki :).


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz